Anoreksja praktyczny przewodnik

Na pewno nie zawiniła chęć odchudzania. Nie interesowały mnie modelki, nie chciałam być jak one. Owszem, byłam jak na swoje postrzeganie gruba (64 kg przy wzroscie 172 cm) i podejmowałam wczesniej już niejedna próbę odchudzania, ale nie przyszło mi nigdy do głowy głodzić się po to, żeby schudnać.

Czasem smiałam się, że mogłabym pół roku nic nie jesć i anoreksja by mi nie groziła. Nie miałam pojęcia o tej chorobie..

pierwsze dni

Akurat w moim przypadku co do dnia da się powiedzieć kiedy zaczęło się dziać cos niepokojacego.

Był Nowy Rok (cóż za symboliczny dzień) 1998 roku. Tego Sylwestra spędziłam w Wiedniu, z reszta jedzac pyszne knedle i inne rarytasy. Kilka godzin podróży w pozycji siedzacej często powodowało u mnie swoiste "zgniecenie" żoładka, po którym nie bardzo odczuwałam apetyt na cokolwiek. Powrót z Austrii 1.01.1998 nie był więc pierwszym takim przypadkiem. Tym razem jednak rezultat był wyjatkowo długotrwały: po przyjezdzie do domu przez kilka dni (ok. tygodnia) utrzymywał się u mnie dosłowny jadłowstręt: dostawałam odruchów wymiotnych na widok większosci pokarmów - ja(!) wieczny obżartuch..

Przez te kilka dni, przez cały dzień byłam w stanie zjesć tylko jedna rzecz: jedna kromkę chleba Schulstadt "Tost trzy ziarna", posmarowana margaryna. Nie wiem dlaczego akurat to, nie wiem też dlaczego nic innego nie wchodziło dla mojego żoładka w grę. Tak gwałtowne ograniczenie ilosci spożywanego pokarmu sprawiło jednak, że praktycznie natychmiast schudłam kilka kilogramów.

Będac w Wiedniu, kupiłam sobie nowa spódniczkę. Tydzień po powrocie (słownie: siedem dni!), kiedy pierwszy raz chciałam ja założyć, okazała się już za szeroka.

zmiany stały się widoczne

To było niezwykłe. Nagle wszyscy moi znajomi i ludzie, którzy tylko widywali mnie na szkolnym korytarzu, zauważyli, że schudłam. To wszystko działo się niesamowicie szybko. Z dnia na dzień!

Kiedy mój apetyt powrócił, żoładek był już dosć mocno zmniejszony i szybciej się sycił. Ponadto, co by nie powiedzieć, zdecydowanie spodobało mi się jak reaguje na mnie otoczenie. Zawsze byłam dobra do pisania za kogos zadań albo sprawdzianów, ale towarzysko raczej nie byłam przebojem: chodziłam na imprezy, niby byłam lubiana, no ale.. gruba . Niestety - jak wszyscy przecież wiemy - "takich" ludzi traktuje się inaczej.

Kiedy schudłam, zaczęłam się inaczej ubierać (chcac nie chcac potrzebowałam nowych rzeczy) i zauważyłam, że komplementy otrzymuję niezwykle często. Zwróciłam więc uwagę dokładniej i okazało się, że przez kilka tygodni CODZIENNIE (to także nie jest naciagana informacja!) ktos mówił mi, że swietnie wygladam. Chyba łatwo wyobrazić sobie jakie to było przyjemne.

Dla mnie osoby dotad dostrzeganej głównie za to, że miałam odrobione zadania i umiałam zawsze na sprawdzian, trudno było o lepszy narkotyk - te reakcje z zewnatrz dawały ogromna przyjemnosć a ja chcialam więcej i więcej.

opanowała mnie anoreksja

Moja choroba przebiegała etapami: najpierw jadłam jeden posiłek dziennie, co dzień taki sam. Pózniej rozmiar tego posiłku zmniejszał się stopniowo coraz bardziej. Po jakims czasie doszedł do rozmiarów minimalnych. W ostatniej fazie przed 'punktem zwrotnym' jadłam dziennie 1 (słownie: jeden) jogurt Yoplait 0%, czyli 75 kcal.

poczatkowo czułam się swietnie..

Czułam się silna, pełna energii jak nigdy dotad. Do tamtej pory ruch mnie raczej nie pociagał, nagle dwa razy w tygodniu biegałam na basen a po miescie jezdziłam tylko na rowerze.

Byłam zachwycona swoim nowym wygladem, który dla mnie oznaczał że wraz z nim całe życie zmieni się na lepsze. naiwne, prawda?

..z czasem doszły objawy bardzo uciażliwe

Nie miałam siły ani ochoty rozmawiać z ludzmi, spotykać się z nimi, usmiechać się..

Przerwy w szkole spędzałam sama, na korytarzu obok sali, żeby nie musieć chodzić po schodach..

Całymi dniami było mi przerazliwie zimno. W lecie(!) brałam przynajmniej 2 razy dziennie goraca kapiel i ubierałam na siebie przynajmniej 3 warstwy odzieży. Piłam goraca herbatę i jadłam te swoje jogurciki. Wychodzac w dżinsach na temperaturę ok. 17 stopni (tamto lato spędziłam w Skandynawii) czułam w udach piekielny ból, charakterystyczny dla dosć tęgich mrozów. Chyba to najbardziej mi doskwierało. Na tyle, że chciałam cos zmienić.

Dodam jeszcze, że wiele skutków anoreksji ujawniło się dopiero po tym jak wznowiłam jedzenie a leczenie ich trwało bardzo długo.

czy nikt nie reagował?

Owszem, moi rodzice zaniepokojeni zaprowadzili mnie do psychologa. Nikt otwarcie nie mówił o anoreksji, przynajmniej ja tego nie pamiętam. Moja waga była wtedy jeszcze w normie, a ja tak zupełnie nie sadziłam że mogłabym być chora, że dopiero dużo pózniej zrozumiałam sens tych wizyt. Niemniej jednak, rozmowy z tym panem po jakims czasie przestały mi się podobać i zerwałam kontakt.

punkt zwrotny

Miałam to szczęscie, że do decyzji o pożegnaniu się z anoreksja wystarczyło mi zrozumienie że to już jest mój problem. Długo myslałam, że skoro anoreksja to jadłowstręt, to znaczy, że dopoki mogę jesć [choć nie chcę] wszystko jest w porzadku.. Tymczasem wpadł mi w rece tekst o anoreksji, wyjasniajacy mechanizm spirali głodu.

Przejrzałam na oczy, rozpoznałam w tym tekscie siebie i postanowiłam wrócić do zdrowia.

droga w złym kierunku

Popełniłam częsty bład, o który ociera się niestety większosć anorektyczek. Uznałam, że poradzę sobie sama. W końcu to nie może być takie trudne - wystarczy jesć więcej, prawda? Sama nie wiedziałam, jak bardzo się myliłam. Owszem, zaczęłam jesć, przytyłam kilka kilogramow.. ale psychicznie wciaż nie umiałam sobie radzić. Nie umiałam normalnie jesć. Krótko mówiac, popadłam w tzw. bulimiczny typ anoreksji. Na przemian głodowałam i jadłam. Nie umiałam jednak jesć "normalnie" - sniadań, obiadów czy kolacji. Jadłam za to np. chipsy, nutellę, orzechy - rzeczy zupełnie sprzeczne z moim strachem przed przytyciem. Dlaczego więc je jadłam? Takie pokarmy szybko syca. Można zjesć mała ich ilosć a poczuć się najedzonym. Wolałam zjesć dużo kalorii w kilku łyżkach nutelli, niż znacznie mniej kalorii w pełnym talerzu zupy.

Z czasem moje jedzenie zmutowało w ataki podobne do bulimicznych - mieszałam smaki [np.marynaty ze słodyczami], temperatury [ciepłe z zimnym].. Jadłam co mi wpadło w ręce i nie umiałam przestać. Zdarzało mi się nawet jesć mrożonki prosto po wyjęciu z zamrażalnika - w tym nie było nic smacznego oczywiscie, chodziło o rozładowanie emocji poprzez sama czynnosć jedzenia.

Wciaż nie chciałam przytyć, więc tym obrzydliwym napadom obżarstwa towarzyszyły też okresowe głodówki ale to nie wystarczało mi. Nie umiałam sprowokować się do wymiotów [na szczęscie!], więc łykałam srodki przeczyszczajace w dawkach i częstotliwosci dużo większych niż dozwolone.

Czułam, że traktuję się jak smietnik. Anoreksja jest w jakis sposób ładna, czysta, nieskazitelna, wiaże się z dażeniem do perfekcji. A te bulimiczne ataki były ciagłym uleganiem własnej słabosci. Widzac co w siebie wrzucam, zupełnie nad tym nie panujac, nabierałam do siebie coraz większego obrzydzenia. Dopiero wtedy pomyslałam o poszukaniu pomocy z zewnatrz. Zrozumiałam, że sobie nie poradzę. Do tego momentu, od poczatku mojej przygody z anoreksja, minęły już prawie dwa lata.

terapia

Odszukałam poradnię, która zajmowała się między innymi zaburzeniami łaknienia. Spotykałam się z psychologiem raz w tygodniu, na godzinę, przez kilka miesięcy. Nie chciałam terapii grupowej, wyjazdowej, rodzinnej, hipnozy nic takiego. Chciałam tylko rozmawiać. Wbrew temu, czego się spodziewałam, rozmowy wcale nie dotyczyły jedzenia. Niemniej jednak podziałały. Dzisiaj jestem zdrowa.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *